Historia Sabiny i Miłosza

Metodą „na wnuczka” okrada się starszych ludzi. „Na oczy kota ze Shreka” da się wymigać od mandatu ( czego oczywiście nie pochwalamy). „Na złego i dobrego policjanta” rozmawia się z dziećmi, które narozrabiały.
A ” na sąsiada”? Na sąsiada, drodzy państwo, zostaje się zawodową rodziną zastępczą.
Jak? Przeczytajcie historię, którą na potrzeby prowadzonej przez nas w zeszłym roku  kampanii „Kocham lubię zastępuję” dostarczył Miłosz, jeden z członków stowarzyszenia i rodzic zastępczy czwórki dzieci.

” 04. 02. 2018 to dla mojej żony i dla mnie bardzo ważna data. W tym dniu minął rok odkąd jesteśmy rodziną zastępczą dla czworga dzieci, trzech chłopców, z których najstarszy ma 17 lat i jednej nastolatki. Przyjęliśmy ich, aby im stworzyć namiastkę domu rodzinnego, prawdziwego domu, gdzie panuje wzajemna miłość, zrozumienie, przebaczenie, dobroć, pomoc i szacunek.
Wszystko zaczęło się na naszym ogródku działkowym od poznania nowych sąsiadów. Zaczęło się normalnie, od zwykłych uprzejmości, pozdrowień, rozmów o pogodzie, pielęgnacji ogrodu i dzieciach. Bo nasi sąsiedzi, oprócz swoich dorosłych dzieci mieli pod opieką czwórkę małych dzieci. I w ten sposób dowiedzieliśmy się, że tworzą dla nich rodzinę zastępczą.
Opowiadali nam, na czym to rodzicielstwo polega, a my przez prawie dwa lata obserwowaliśmy naszych sąsiadów ( oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu). I tak znajomość sąsiedzka przerodziła się w przyjacielską.
Pewnego dnia przy kawie zapytaliśmy naszych sąsiadów, czy my nadawalibyśmy się na rodzinę zastępczą. W odpowiedzi usłyszeliśmy: „myśleliśmy, że nigdy o to nie zapytacie. Oczywiście, że się nadajecie, i to jak. Będziecie dobrą rodziną zastępczą”.

Mija rok, odkąd jesteśmy z naszą czwórką dzieci. Czasem nie jest łatwo, ale najważniejsza jest wytrwałość i niepoddawanie się. Każdego dnia małymi krokami należy iść do przodu. Niemal każdego dnia widzimy małe zmiany, jakie zachodzą w naszych dzieciach. Nie żałujemy ani jednego dnia i ani jednej chwili od czasu podjęcia przez nas decyzji.
Najmilszą zapłatą za nasz trud były słowa jednego z chłopców podczas modlitwy: dziękuję Panu Bogu, że ciocia i wujek wzięli nas do rodziny zastępczej”.