Historia Ani i Agnieszki

Zaczęło się trochę przypadkiem. Bóg postawił przede mną bardzo silną kobietę i kazał się od niej uczyć, a potem zabrał ją do siebie, pozostawiając nam  Anię. Wiedząc, że przyjaciółka umiera, nie chcieliśmy skazywać Ani na dom dziecka, a nie mieliśmy pojęcia że istnieje coś takiego jak rodzina zastępcza. Adopcja – nie! Oderwać od korzeni 11-letnie dziecko, które ma rodzinę, pamięta mamę i braci, i nagle do obcych ludzi ma mówić „mamo” i „tato”? Bez sensu. Dom dziecka – nie! Wprowadzenie dziecka po takiej traumie do molocha, gdzie przebywa ok. 70 dzieci. Również bez sensu. Jedyną słuszną decyzją okazała się rodzina zastępcza. Ani ja, ani mąż nie mieliśmy wtedy pojęcia, jak to wszystko załatwić, i wtedy spotkaliśmy panią pedagog i organizatora pieczy zastępczej Gliwickiego Działu Profilaktyki i Pomocy Rodzinie, która  pomogła nam zrozumieć, na czym to wszystko polega, i podjąć tę ważną i jedyną z możliwych decyzji. Jak wspominamy tamten czas z mężem, nie możemy wyjść z podziwu dla naszego syna, który jako pierwszy powiedział, żeby Ania z nami zamieszkała. Bał się, że trafi do domu dziecka, potem bardzo dzielnie znosił jej aklimatyzację w naszym domu, a teraz są rodzeństwem, które za sobą nawzajem wskoczyłoby w ogień. Tak samo się kłócą, jak się wspierają.

Ania miała niespełna 11 lat, gdy z nami zamieszkała. Nie miała nikogo innego poza nami i swoim bratem, który w tamtym okresie bardzo chciał się nią opiekować, ale sam jeszcze potrzebował opieki. Dzisiaj Ania ma już 18 lat i wkroczyła w tak ważny dla człowieka okres – DOROSŁOŚĆ.

To właśnie Ania sprawiła, że spojrzałam na swoje życie z dystansem. To dzięki niej rozejrzałam się wokół i dostrzegłam, że inne dzieci potrzebują pomocy. To dzięki Ani i Szymonowi podjęliśmy z mężem najważniejszą decyzję w naszym życiu i zostaliśmy zawodową rodziną zastępczą. Nie żałujemy ani jednej chwili naszego patchworkowego życia. Nie mamy też wątpliwości, że gdybyśmy mieli podjąć tę decyzję jeszcze raz, byłaby ona identyczna jak ta sprzed 6 lat.